Gość w dom…

Dawniej to stare przysłowie ludowe „Gość w dom…” Polacy kończyli: „…Bóg w dom”. Obecnie coraz częściej do pierwszego członu sentencji „Gość w dom…” dodajemy Bóg wie po co?” lub „…placki do szafy!”. Co się stało z naszą narodową chlubą, jaką jest otwartość i gościnność? Czyżbyśmy w zabieganiu, natłoku zajęć zawodowych, w dobie rozwoju cudów techniki, celowo zamykali się w naszych domach? To nie może być prawda!

Nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz, tak bowiem opisywał naszą gościnność w „Panu Tadeuszu”:

„Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.”

Natomiast w 18 rozdziale Księgi Rodzaju opisywana jest przepiękna scena gościnności, kiedy to Abraham podejmuje w swoje skromne progi trzech nieznanych przybyszów:

Dlaczego w życiu konsekrowanym…?

…dlaczego? Dlaczego? – pyta kobieta, z pełnymi od łez oczami, wpatrującymi się bezradnie w córkę jedynaczkę. Czemu chcesz zostać dziewicą konsekrowaną? Dlaczego mi to robisz! Przecież Karol tak Cię lubi, od lat adoruje! Okaż mu nieco względów, pobierzcie się i dajcie mi wnuki, tak, jak przystało na normalną, zdrową kobietę i mężczyznę!

O ile życie małżeńskie jest dla nas miłosnym powołaniem dwojga ludzi, a macierzyństwo konsekwencją tejże miłości, o tyle życie konsekrowane w dzisiejszym, zabieganym i zniewolonym od seksu, świecie jest nie odkrytą zagadką i wielką tajemnicą.

Zagadką i tajemnicą – dlatego, że rozgrywa się na płaszczyźnie serca oraz Nieba. To powołanie do wyjątkowej więzi z Chrystusem, to oddanie i kształtowanie siebie na Jego podobieństwo, to naśladowanie Jego życia poprzez wprowadzanie w życie słów Ewangelii, to w końcu dążenie do bycia czytelnym znakiem świętości – kobieta niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem. (1 Kor 7, 34)

Chrystusowi podoba się taka postawa, jest dla Niego bardzo miła. Cieszy się, kiedy uwielbienie dla Jego Boskiej osoby przedkłada się ponad ziemskie sprawy i doczesne bogactwa.

Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

Minione święta Wielkiej Nocy uświadomiły mi, że przebaczenie i pojednanie to dwa różne doświadczenia, choć tak bardzo ze sobą związane. Między nimi jest jeszcze coś, co nazywamy odpowiedzialnością, naszą dobrą, nie przymuszoną wolą, chęcią odbudowy tego co zostało utracone, zburzone.

Kiedy w Wielki Piątek wpatrywałam się w ukrzyżowanego Jezusa, widziałam na tym drzewie odkupienia rozpostarte, zbolałe i zakrwawione ręce Zbawiciela, mówiące do mnie – Kocham, więc przebaczam – „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” (Łk 23, 34)

Nie wiedzą co czynią!?” – a przecież kiedy biję żonę, znęcam się psychicznie, cudzołożę, gwałcę własne dzieci, kradnę, oszukuję, ćpam – to nie wiem co czynię!? Nikt mi przecież nie podnosi ręki z nożem, abym dokonał morderstwa, to ja wlewam kolejny kieliszek do ust, to mój przemyślany jad sączy się przeciw mojemu bratu…

Kiedy fale mórz chcą porwać mnie

Ostatnio oglądając film o surferach pt. „Przebłysk wieczności” poruszył mnie pewien problem w nim zawarty. Przedstawiał młodych mężczyzn jeżdżących po całym świecie z deskami do surfowania  poszukujących dobrej, wysokiej fali i „nie kończącego się lata”. Ludzie w sile wieku, z pięknie wyrzeźbionymi ciałami, opaleni, z platynowymi od słońca włosami, a przy tym beztroscy, nie posiadający własnych rodzin, nie dbający o morale; w ich świecie nie ma miejsca dla Boga, więc wyprosili Go ze swojego serca, aby móc czerpać z życia to, czego Biblia nie pochwala.

Pojednania ciąg dalszy… (adwentowe przygotowania II)

Pielgrzymi maszerujący przez kilka dni w trudzie na Jasną Górę widzą z daleka jeden z wielu na jurze krakowsko-częstochowskiej pagórków o nazwie „Przeprośna Górka”, a na nim kościół. Mimo, że celem podróży jest sanktuarium Matki Bożej, idą na tą górę – o dziwacznie brzmiącej nazwie – z wielką nadzieją pojednania z rodziną, współbratem czy przyjacielem… Ze łzami w oczach podają sobie ręce, tulą się na znak pokoju, przepraszając jeden drugiego. Potem tę nadzieję pojednania zanoszą przed oblicze Maryi dobrej Matki i Pocieszycielki strapionych. Przybywają również coraz liczniej do Sanktuarium Krwi Chrystusa, aby tu przed Jego Przenajdroższą Krwią zapłakać nad swoim marnym losem i błagać o wszelkie potrzebne łaski dla rodzin, które coraz częściej atakuje zło pod najróżniejszymi postaciami.

1 2