Jezus przelewa Krew podczas ukrzyżowania

Ewangeliści w spo­sób zwię­zły opi­su­ją moment ukrzy­żo­wa­nia i śmier­ci Jezusa. Nie zatrzy­mu­ją się nad szcze­gó­ła­mi fizycz­ne­go cier­pie­nia, cho­ciaż oczy­wi­ście ich nie wyklu­cza­ją. Jezus umie­ra zgod­nie z zapo­wie­dzia­mi pism Starego Testamentu, w dosko­na­łym posłu­szeń­stwie Ojcowskiemu pla­no­wi zba­wie­nia.

Z Ewangelii św. Łukasza (Łk 23, 33–37. 44–46)

Gdy przy­szli na miej­sce, zwa­ne «Czaszką», ukrzy­żo­wa­li tam Jego i zło­czyń­ców, jed­ne­go po pra­wej, dru­gie­go po lewej Jego stro­nie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czy­nią». Potem roz­dzie­li­li mię­dzy sie­bie Jego sza­ty, rzu­ca­jąc losy. A lud stał i patrzył. Lecz człon­ko­wie Wysokiej Rady drwią­co mówi­li: «Innych wyba­wiał, niech­że teraz sie­bie wyba­wi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym». Szydzili z Niego i żoł­nie­rze; pod­cho­dzi­li do Niego i poda­wa­li Mu ocet, mówiąc: «Jeśli Ty jesteś kró­lem żydow­skim, wybaw sam sie­bie».

Było już oko­ło godzi­ny szó­stej i mrok ogar­nął całą zie­mię aż do godzi­ny dzie­wią­tej. Słońce się zaćmi­ło i zasło­na przy­byt­ku roz­dar­ła się przez śro­dek. Wtedy Jezus zawo­łał dono­śnym gło­sem: Ojcze, w Twoje ręce powie­rzam ducha moje­go. Po tych sło­wach wyzio­nął ducha.

 

Komentarz

Z głę­bo­ką zaufa­niem wobec swe­go uko­cha­ne­go Ojca Jezus koń­czy swo­je życie na zie­mi, spę­dzo­ne w posłu­szeń­stwie woli Bożej. Z kie­li­cha cier­pie­nia pije aż do same­go koń­ca.

Centurion – poga­nin, wraz z darem wia­ry, dar­mo danym, widzi ser­decz­ny znak prze­ba­cze­nia Jezusa swo­im nie­przy­ja­cio­łom, widzi Jego wier­ność Bogu w cza­sie prób i pokus oraz Jego miło­sier­dzie wobec poku­tu­ją­ce­go współ-ukrzyżowanego łotra.

Miłosierdzie i moc Boża obja­wia­ją się poprzez śmierć Człowieka, pozba­wio­ne­go teraz jakiej­kol­wiek siły – Jezusa z Nazaretu. Poprzez swą szla­chet­ność Jezus uka­zu­je, że jest praw­dzi­wie Synem Bożym.

Jezus wie, że wła­śnie teraz doko­nu­je się w peł­ni misja zba­wie­nia zapla­no­wa­na przez Boga – Ojca i wła­śnie w ten spo­sób zapew­nia ludz­ko­ści nie­wy­czer­pa­ne dzia­ła­nie Bożego miło­sier­dzia. Przelana Krew, któ­ra swą pur­pu­rą bar­wi drze­wo krzy­ża, jest dopeł­nie­niem i uko­ro­no­wa­niem wszyst­kie­go.

Z dzie­ła św. Bonawentury „Mistyczna wino­rośl” (rozdz. 12, 1)

Przelanie Krwi przez Chrystusa po raz szó­sty ma miej­sce pod­czas wbi­ja­nia gwoź­dzi. Kto zresz­tą mógł­by wąt­pić we fakt, że ze zra­nio­nych, prze­bi­tych gwoź­dzia­mi, dło­ni i stóp Jezusa wytry­ska obfi­cie naj­święt­sza krew? Strumienie tej krwi zaczer­wie­ni­ły nasze rany, bo wła­śnie tutaj spo­ty­ka się naj­go­ręt­szą miłość i tutaj cier­pie­nie z miło­ści sta­je się naj­bar­dziej pło­mien­ne.

Rozważ wiel­kość tej miło­ści, patrząc na ogrom cier­pie­nia, pomyśl o wiel­kim żarze tej ranie miło­ści, patrząc na pur­pu­rę Jego męki. To sam Bóg cier­pi i Ten, któ­ry zawsze pomniej­szał lub usu­wał ogrom cier­pie­nia swo­ich dzie­ci, sam nie pozwa­la, aby kto­kol­wiek zmniej­szał ogrom tłocz­ni Jego męki. Ten, któ­ry był zawsze pełen współ­czu­cia dla nas, teraz nie ma współ­czu­cia dla sie­bie same­go.

Przypatrz się uważ­nie i roz­wa­żaj rany krwa­wej męki, jak czer­wie­ni się znak, dowód naj­go­ręt­szej miło­ści. Współzawodniczą ze sobą miłość i cier­pie­nie: jed­no, aby się bar­dziej roz­pa­lać, dru­gie, aby być jesz­cze bar­dziej krwa­we. Tak, jak róża pozo­sta­je zamknię­ta nocą, z powo­du zim­na, jeśli tyl­ko poczu­je cie­pło słoń­ca, cała się otwie­ra, roz­wi­ja swe płat­ki, uka­zu­je swą czer­wień żywe­go ognia, tak dobry Jezus, któ­ry przez dłu­gi czas pozo­sta­wał w zamknię­ciu zim­nej nocy grze­chu pierw­sze­go czło­wie­ka, kie­dy nade­szła peł­nia cza­su, roz­pa­lił się bla­skiem gorą­cej miło­ści, otwo­rzył dla nas każ­dą część swe­go cia­ła i roz­bły­snął żarem miło­ści w czer­wie­ni prze­la­nej krwi.

Comments:0